Redakcja: Pani Grażyno, dziękujemy bardzo, że zgodziła się Pani na spotkanie z nami pomimo późnej pory.

Grażyna Łobaszewska: To nie jest dla mnie późna godzina, bo często chodzę spać o 14.00
w nocy (śmiech)

Red.: Tak, dopiero zaczyna się dzień (śmiech)

GŁ: Nie, dzień się właśnie kończy, dlatego że, kiedy jesteśmy w trasie, to po prostu przyjeżdżamy do hotelu ok. 1.00 w nocy, trzeba się odświeżyć, przygotować na kolejny dzień, a to zawsze trochę trwa.

Red.: A czy to jest tak, że koncerty odbywają się dzień po dniu? Ile takich koncertów następujących po sobie Pani zagrała?

GŁ: Tak, to bywa różnie – 13-14 koncertów.

Red.: Dwa tygodnie śpiewania, koncertowania codziennie? Jak Pani daje radę?

GŁ: Normalnie (śmiech), taka jest ta nasza praca. Po pierwsze, kochamy tę pracę, po drugie, tyle się uczyliśmy, że to dla nas nie jest problem. Fizyczny – może troszeczkę, bo nie chodzi o koncerty – ja odpoczywam na koncertach, ale samo dojechanie…  Przed koncertem jest jeszcze próba akustyczna, więc sama podróż – nieraz jest to 500 km, nieraz 90… Chwała Bogu, Polska jest małym krajem (śmiech).

Red: Gratulujemy Pani wspaniałej energii życiowej, którą tryska Pani na scenie.

GŁ: Ja zawsze byłam energetyczna, od dziecka. Albo jest się takim spolegliwym, albo tak zwaną „jednostką walczącą”.. nawet z wiatrakami. Już jeden był taki, co z wiatrakami walczył, ale jest mnóstwo ludzi, którzy walczą nawet sami ze sobą, czegoś ciągle szukają, o coś im chodzi – wtedy jest energetycznie, to jest normalne.

Red.: W którą stronę ewoluuje Pani muzyka, Pani śpiewanie?

GŁ: Nie wiem, czy ona w ogóle ewoluuje?

Red.: Są nowe aranżacje, nowa energetyka, weszło trochę reagge, rocka – czy on zawsze był?

GŁ: Tak, on zawsze był, trochę jazzu, trochę rocka, wszystko się zaczęło od bluesa zaczęło, tak jak w muzyce rozrywkowej.

Red.: A co w Pani Duszy tak zawsze najżywiej, najpełniej, najmocniej grało?

GŁ: Chyba muzyka Afroamerykanów jednak, ale nie tylko, w ogóle muzyka ludzi o ciemnej skórze. Oni mają inny zaśpiew, jeżeli zadają pytanie w muzyce, to od razu sobie odpowiadają. Tak powstały spirituals, czy gospel. Oni po prostu rozmawiają sami ze sobą albo z kimś, albo pytają o jakąś rzecz, ale sami przynajmniej próbują sobie odpowiedzieć.

Red.: Czyli zawsze gdzieś pojawia się ta refleksja?

GŁ: Tak i to jest właśnie dziwne. Mnie zaskoczyła jedna sprawa. Od dziecka marzyłam o tym, żeby być w kościele, gdzie się śpiewa spirituals. I będąc w Chicago miałam taką okazję.
I proszę mi uwierzyć, że pierwszy raz w życiu, płakałam jak dziecko, ponieważ odkryłam pewną prawdę, nad którą nigdy się nie zastanawiałam, że może istnieć taka prawda.
U nas w kościołach mówi się: „Dziękuję Ci za to, za to” i potem jeszcze się mówi: „Módl się za nami”. Czyli: my sobie grzeszymy, kradniemy, oszukujemy i tak dalej i jeszcze „Góra” ma się za nas modlić. Nie dość, że my robimy wszystko przeciwko tej „Górze”, to jeszcze mówimy: „Módl się za nami”. Przecież to jest chore. Tamci ludzie, tak są prości w swojej wierze, w byciu, w tańcu, we wszystkim, bo oni są tacy… otwarci, więc oni mówią: „Dziękuję Ci Pani za słońce, za zdrowie, dziękuję że tu mogę być z przyjaciółmi”. A potem łapią się za ręce i śpiewają tak wrażliwie i tak od siebie, że takiego śpiewu w tym kraju jeszcze nie usłyszałam u nikogo. I to zrozumiałam, że oni od razu odpowiadają mi, że się poczułam jak u siebie, że wszystko było jasne. I to był najpiękniejszy moment w moim życiu. 

Red: Kiedy to było?

GŁ: Uuu..dawno temu, ale to, że ja to przeżyłam, to jest we mnie. Ja tego nie ukruszyłam, pilnuję tego, jak oka w głowie i to już nie uleci. 

Red: Czyli to był taki moment, kiedy Pani poczuła ten przepływ, to połączenie może..?

GŁ: Nie, ja raz poczułam tę prawdę. Po prostu. I ten sens w robieniu czegokolwiek. No bo to jest tak, jakby Pani komuś coś dawała i jeszcze musiała podziękować, że coś daje, zamiast osoba, która to dostaje. I jeszcze osoba, która to dostaje mówi: „Wiesz, jeżeli mi się to zepsuje, co mi dajesz, to Ty mi to naprawisz”. Przecież to jest chore, chore w samym swoim założeniu. A tam doznałam olśnienia prawdy. I dopiero na tę muzykę zaczęłam patrzeć, bo dostałam to w środku, tę zdolność patrzenia. I ludzie zaczęli mi się jawić zupełnie innymi ludźmi. I dlatego zdefiniowałam, co to jest przyjaźń, co to jest miłość i tak dalej i tak dalej, na różne rzeczy odpowiedziałam sobie i już teraz nie popełniam tych błędów, które popełniałam przez nieświadomość.

Red: Czyli pewna klarowność się pojawiła?

GŁ: Tak. To jest cudowne.

Re: A czegoś żal?

GŁ: Nie, wie Pani, ludzie, którzy myślą, że czegoś żałują, to tak będą żałować do końca swoich dni. To jest po prostu jedno z ludzkich kolejnych doświadczeń. Przecież my się składamy z doświadczeń.

Red: No tak, ale jak się rozczarowujemy innymi ludźmi, to co pozostaje?

GŁ: Ale my to już od dawna wiemy, że jest dobro i zło, i to nie ma co się rozczarowywać nad prawdą jedyną, że jest dobro i zło, że jest góra i dół (śmiech). 

Red: To słychać w Pani muzyce, że ona jest bardzo głęboka i te teksty, które Pani wybiera – one są zawsze o czymś.

GŁ: Nie lubię tracić czasu. Wie Pani, to tak widać, bo ludzie są przyzwyczajeni do tego, że jak ktoś kopie dół, to oni patrzą, jaki to jest duży dół. A przecież wystarczy spojrzeć na piramidkę, która się zrobiła z tego dołu. Tyle piasku, ile wykopaliśmy, to tak głęboki jest ten dół. Więc naprawdę nie ma co patrzeć w dół – trzeba patrzeć na góry, które się wykopało z tego dołu, góry piasku. I to jest jak ze szklanką – do połowy pustą, czy pełną. Może troszkę inne, ale to jest ta zwykła matematyczna prawda: nie patrz w dół, tam niczego nie ma w piachu, patrz na górę – to wszystko widać, jak na dłoni. Widać, co kto śpiewa, jak kto śpiewa, widać, czy ktoś kłamie. To jest takie proste. Ale ludzie troszeczkę tak się zamotali, że ciągle kogoś udają i to jest niefajne. Tak więc, ja się nie kumpluję w ogóle z ludźmi, którzy coś udają. Szkoda czasu. Gdybym ja wiedziała 20 lat temu, że ja nie mam czasu, to bym jeszcze większą selekcję zrobiła, od razu, ale to jest życie, na tym to polega.

Red.: A wybór muzyki w Pani życiu – czy to był jedyny, oczywisty wybór, czy też były może inne, alternatywne drogi?

GŁ: Druga alternatywa, to dekorator wnętrz, bo mam smykałkę do tego. 

Red.: Ale jednak muzyka wzięła Panią całą?

GŁ: Tak. Jak się bierze, to ja się oddaję, po prostu, tym samym, więc cała się oddałam.

Red: Jak Pani się czuje grając taki kameralny koncert?

GŁ: Nie ma to znaczenia. Każdy koncert jest wyjątkowy. Naprawdę, nie ma dwóch takich samych koncertów, każdy koncert jest inny. Gdybym grała koncerty w tej samej sali, trzeci koncert będzie już zupełnie inny. Ja już jestem inna, coś przeżyłam, to jest drgnienie powietrza, to już inaczej się śpiewa, inne mam podziały. Przepraszam, ale ja nie jestem z tych, która na każdym koncercie zaśpiewa tak samo. To jest myślenie improwizacyjne. Spojrzę na kogoś, o – i już zupełnie inaczej dzielę. To jest zabawa, nie jestem podłączona do jakiejś maszyny. 

Red: Czyli to jest myślenie abstrakcyjne o formie? A forma po prostu dzieje się teraz?

GŁ: Tak, teraz. 

Red: Gratulujemy Pani pięknego, wspaniałego koncertu – wszystko brzmiało doskonale. 

GŁ: Bo to jest dobra firma. Zawsze jest coś, dlatego że.. Jak słyszę, ludzie mówią „kocham Cię”. Ale za co? „Jak to za co? Tak w ogóle, tak kocham Cię za nic”. Jak można kochać za nic? Jak można kochać faceta, który Cię bije? Można kochać za to, że nie bije, prawda? Za to że jest uczciwy, inteligentny, miły, za coś się kocha. Także, nie wmawiajmy sobie, że kocha się za nic. 

Red.: Tak, w dorosłym życiu, tak jest: coś się bierze i coś się dostaje.

GŁ: Tak, zawsze jest za coś. Nie lubię Cię za to i za to, ale kocham Cię za to. Więc jestem świadoma, że masz wady i zalety, tak jak ja, ale kocham Cię za coś, a nie na ślepo Cię kocham, bo Cię kocham.

Red: Tak się nie dzieje, chociaż niektórzy bardzo by chcieli, żeby tak było.

GŁ: Wiem, niektórzy tak robią. Kocham Cię mimo wszystko – on ją bije, pije, ale ona go kocha. To jest właśnie to, o czym mówiłam: patrzenie w dziurę. Ona nie widzi tego, co jest na zewnątrz.

Red: Pani Grażyno – jakaś rada, dla młodych osób, które chcą śpiewać, odkrywać siebie?

GŁ: Tak mi się wydaje, że jedyną prawdą jest prawda wobec siebie. Od kogoś trzeba zacząć, więc najlepiej zacząć od siebie. Jeżeli kiedykolwiek dawałabym jakieś rady, czego nie lubię, pomimo tego, że uczyłam w wielu szkołach, to nigdy nie dawałam rad, prosiłam o coś, żeby zostało wykonane, wymagałam, żeby coś zostało zrobione, więc ja rad nie udzielam, bo każdy żyje swoim życiem i tak, jak umie.

Red: To jak wygląda to nauczanie, przez co?

GŁ: Przez odkrywanie siebie, przede wszystkim.

Red: Czyli ten głos ma być prawdziwy?

GŁ: To jest tak, jak stanie w lustrze i mówienie: tak ja wyglądam.

Red: Tak właśnie brzmię.

GŁ: Tak. I jeżeli chcę coś poprawić, inaczej brzmieć, to muszę to zmienić, czyli się uczyć. 

Red: Tak, tylko jeżeli osoba bierze się za czyjś standard, to słyszy, jak śpiewał oryginalny wykonawca, czy też ten, który jej ten utwór podaje. Czyli potrzebuję odejść od tego? Nauczyć się tego formalnie. I..

GŁ: Tak, absolutnie odejść, zmienić aranż i przepuścić przez siebie. Bo jeżeli weźmiemy się za Tinę Turner, a mamy dziewczynkę, która jest bardzo wrażliwa, taki ma głos, taka jest jej wypowiedź na ten czas, to się nie ma co brać za Tinę Turner, trzeba to zmienić i przepuścić przez siebie. Ale tak naprawdę: nie odchodzić od siebie na krok.

Red: Bardzo piękna i prawdziwa rada, jednak.

GŁ: Rada, myśli Pani?

Red: Taka wskazówka, drogowskaz na dobrą dalszą drogę (śmiech).

GŁ: O, tak, tak (śmiech).

Red.: Dziękujemy serdecznie za poświęcony czas i piękną rozmowę i życzymy szerokiej drogi i do zobaczenia przy okazji kolejnych wspaniałych koncertów.

GŁ: Dziękuję bardzo.